Ciasto francuskie, jabłka, trochę cynamonu, cukier, roztrzepane jajko i... za chwilę w całym domu pachnie słodyczą.
Zanim wyłożę małe koperty z niespodzianką z piekarnika minie trochę czasu.
Myślę o tym, że życie znów zatoczyło krąg.
Że choć nic się nie zmieni w ciągu tych kilku godzin, to jednak znów ruszam w nieznane.
Wyjmuję ciasteczka w kształcie kopert i wdycham ich zapach.
Zalewam kubek herbaty i dolewam kilka kropel soku winogronowego.
Pora trochę poświętować i zapatrzyć się właśnie w tę chwilę. Przeszłości nie zmienię, przyszłości jeszcze nie dotykam. Jestem tu i teraz.
To takie zakończenie roku i wędrówka w nowy.
Adwent.
sobota, 1 grudnia 2012
piątek, 23 listopada 2012
Przychodząc... Wychodząc....
Wyjątkowo dziś cicho u mnie.
Tylko za ścianą u sąsiadów słychać muzykę i gwar. Mała impreza.
Zamykam szczelnie drzwi i słuchając przytłumionych głosów myślę o ludziach, którzy przemykają się przez moje życie. Każdy z nich ma we mnie swoje miejsce. Nikt nie pozostał zapomniany.
Chciałabym, żeby czas przestał gnać i mnie popędzać. Może przyjdzie czas takich zmian, że ktoś zatrzyma się u mnie na dłużej i zabraknie nam godzin żeby się wyrozmawiać. Tymczasem klecę zdania dialogu sama ze sobą i pozwalam przechodzić ludziom przez siebie.
Nie zatrzymuję ich dla siebie - mają tysiące swoich spraw na głowie, innych spotkań, innych ludzi, swoje miłości, dzieci, pracę, rzeczy do wykonania...
Tyle tego mam, co w sercu.
Pamięć czasami zawodzi i pozwala rozpoznawać tylko skrawki zdarzeń, ale uczucia pozostaną. Patrzę na kogoś i już wiem.
Bardziej czuję niż wiem, choć świat wydaje się być taki poukładany i wytłumaczony w mojej głowie, racjonalny i przeżyty, bogaty w doświadczenia, rozsądny w wyborach, zważony, zmierzony...
Ale to wszystko to tylko złudzenie.
Kiedy otwieram swoje drzwi w czwartkowe popołudnia okazuje się że w środku mnie drzemie ogień.
Moje zadanie to oswoić go żeby grzał i oświecał, a nie niszczył i palił.
Loneliness leaves no shadow
Where did you go?
Tylko za ścianą u sąsiadów słychać muzykę i gwar. Mała impreza.
Zamykam szczelnie drzwi i słuchając przytłumionych głosów myślę o ludziach, którzy przemykają się przez moje życie. Każdy z nich ma we mnie swoje miejsce. Nikt nie pozostał zapomniany.
Chciałabym, żeby czas przestał gnać i mnie popędzać. Może przyjdzie czas takich zmian, że ktoś zatrzyma się u mnie na dłużej i zabraknie nam godzin żeby się wyrozmawiać. Tymczasem klecę zdania dialogu sama ze sobą i pozwalam przechodzić ludziom przez siebie.
Nie zatrzymuję ich dla siebie - mają tysiące swoich spraw na głowie, innych spotkań, innych ludzi, swoje miłości, dzieci, pracę, rzeczy do wykonania...
Tyle tego mam, co w sercu.
Pamięć czasami zawodzi i pozwala rozpoznawać tylko skrawki zdarzeń, ale uczucia pozostaną. Patrzę na kogoś i już wiem.
Bardziej czuję niż wiem, choć świat wydaje się być taki poukładany i wytłumaczony w mojej głowie, racjonalny i przeżyty, bogaty w doświadczenia, rozsądny w wyborach, zważony, zmierzony...
Ale to wszystko to tylko złudzenie.
Kiedy otwieram swoje drzwi w czwartkowe popołudnia okazuje się że w środku mnie drzemie ogień.
Moje zadanie to oswoić go żeby grzał i oświecał, a nie niszczył i palił.
Loneliness leaves no shadow
Where did you go?
czwartek, 1 listopada 2012
Przepływamy....
Jeszcze nie tak dawno śnieg i chłód, potem trochę deszczu. Pierwsze chłody, nieoczekiwane ocieplenia...
Nie lubię tego stanu przejściowego, kiedy wszystko stoi w rozkroku. Po-jesień czy przed-zima. Zanim przyzwyczaję się do chłodu - trochę to potrwa.
Czasami życie stawia mnie w rozkroku. Pomiędzy. Pomiędzy jesienią a zimą. Pomiędzy chłodem a ciepłem. Pomiędzy ludźmi, pomiędzy słowami. Pomiędzy wyborami. Pomiędzy oczekiwaniem a spełnieniem. Pomiędzy...
Ech....
Znów potrwa trochę czasu zanim się przyzwyczaję do bieli za oknem, szalikiem zakładanym na szyję, czapką wciśniętą wręcz na oczy, postawionym kołnierzem.
Ale odkryłam kolejną inspirację muzyczną na zimę. Coś, co od samego słuchania podnosi na duchu, wypowiada to co jest ukrytego na dnie serca, o czym się nie myśli, gdy trzeba schować głowę przed zimnem. Znakomite, mądre i dojrzałe teksty. Wciąż mi brzmią słowa, muzyka. Towarzyszy mi w pracy i po pracy. Wszystko tam takie szczere i proste. I nic udawanego. I ten głos... taki prawdziwy. Jest tam trochę czystej radości, zwykłego życia, codzienności, refleksja o przemijaniu, które nie boli, ale jest ponad pustosłowie i banały, które serwują nam "mądre głowy".
Grażyna Łobaszewska i jej nowa płyta "Przepływamy".
Zresztą sami posłuchajcie (a w linkach obok - druga piosenka):
Nie lubię tego stanu przejściowego, kiedy wszystko stoi w rozkroku. Po-jesień czy przed-zima. Zanim przyzwyczaję się do chłodu - trochę to potrwa.
Czasami życie stawia mnie w rozkroku. Pomiędzy. Pomiędzy jesienią a zimą. Pomiędzy chłodem a ciepłem. Pomiędzy ludźmi, pomiędzy słowami. Pomiędzy wyborami. Pomiędzy oczekiwaniem a spełnieniem. Pomiędzy...
Ech....
Znów potrwa trochę czasu zanim się przyzwyczaję do bieli za oknem, szalikiem zakładanym na szyję, czapką wciśniętą wręcz na oczy, postawionym kołnierzem.
Ale odkryłam kolejną inspirację muzyczną na zimę. Coś, co od samego słuchania podnosi na duchu, wypowiada to co jest ukrytego na dnie serca, o czym się nie myśli, gdy trzeba schować głowę przed zimnem. Znakomite, mądre i dojrzałe teksty. Wciąż mi brzmią słowa, muzyka. Towarzyszy mi w pracy i po pracy. Wszystko tam takie szczere i proste. I nic udawanego. I ten głos... taki prawdziwy. Jest tam trochę czystej radości, zwykłego życia, codzienności, refleksja o przemijaniu, które nie boli, ale jest ponad pustosłowie i banały, które serwują nam "mądre głowy".
Grażyna Łobaszewska i jej nowa płyta "Przepływamy".
Zresztą sami posłuchajcie (a w linkach obok - druga piosenka):
wtorek, 16 października 2012
Cos sie zmienia... Coś zostaje...
Spadł deszcz... dość mocno. Kaloryfer daje znać o sobie miło rozchodzącym się ciepłem. Pozwalam sobie na chwilę słabości i po raz pierwszy grzeję wino okraszając je dużą ilością pomarańczy i migdałów. Znalazła się też w nim zagubiona śliwka, taka wysuszona słońcem...
Mieszam w małym garnuszku, a myśli psocą w głowie.
Słowa piosenki buszują w domowej przestrzeni. Nucę ją dziś od rana i nie mogę się skupić na prostocie wykonywanych czynności. Praca zamiast skupiać - rozprasza.
Robię kilka rzeczy na raz i żadnej nie doprowadzam do końca.
Nic to. Jutro też jest dzień, w którym gdzieś, coś, jakoś... wołać we mnie będzie.
Zanim rozpoznam melodię samej siebie będę nucić piosenkę o "nieuchronnym nadejściu czasu tęsknot..."
Pierwsze nuty już sypią śniegiem w kominie, a jeszcze nawet jesienna nie jestem. Zatrzymuję w sobie ciepło końcówki lata.
"niebo twego ciała
roziskrzone
ciepło jakże ciepło
w nim na zawsze cieszyć się
zostać...."
poniedziałek, 15 października 2012
Myśli nieposkładane
Ile razy otwieram tę stronę, tyle razy zamykam ją w pośpiechu. Chcę coś napisać i nie mogę.
Snuje mi się pajęcza nić myśli w głowie przetykanych sznurem czerwonych korali.
Emocje.
Są zimne, czasem płonące, wyciągają do mnie swoje ręce. Mówią. Czasem krzyczą. Częściej milczą i przyglądają mi się.
Przyszła niespodziewanie, choć w jakiejś części podświadomie spodziewałam się tego. Nawet o niej rozmawiałam. Przypomniała mi o wszystkim, czego nie mogę tak po prostu zostawić za sobą.
Śmierć.
Moja pamięć wciąż sprawia mi psikusy. Przypominają mi się wydarzenia, twarze, zachowania, słowa...
Chyba już nie zdziwią mnie wyzwiska rzucane w moją stronę. Słyszałam chyba wszystkie. Z tego wszystkiego pozostał strach przed krzykiem.
I choć wydaje mi się że jestem dalej niż myślę, to już wiem, że utknęłam w miejscu. Złudne jest to poruszanie się naprzód. Wydarzenia, przeżyte doświadczenia, mijające dni, miesiące, lata... Mam ich sporo, a jednak czasami wyziera ze mnie para dziecięcych oczu.
Jakby tamten czas stał wciąż w miejscu.
I nie możesz się z niego wydostać.
Popełniam wobec siebie oszustwo myśląc, że później będzie lepiej.
Nie będzie.
Będzie co najwyżej inaczej, choć nie oznacza to, że będzie źle, bądź jeszcze gorzej.
Myśli znów się snują. Płyną tak szybko i plączą się ze sobą, że trudno je składać w ciąg.
Myśli nieposkładane, niedomyślane, w pośpiechu zostawiane, w połowie powracane...
Czasem jest tak ciemno, że po omacku szukam smugi światła.
Czasem ciemność przenika Światło i nie pozwala mi zastygnąć.
Jest jakaś walka we mnie.
Żeby nie ociemnieć.
Snuje mi się pajęcza nić myśli w głowie przetykanych sznurem czerwonych korali.
Emocje.
Są zimne, czasem płonące, wyciągają do mnie swoje ręce. Mówią. Czasem krzyczą. Częściej milczą i przyglądają mi się.
Przyszła niespodziewanie, choć w jakiejś części podświadomie spodziewałam się tego. Nawet o niej rozmawiałam. Przypomniała mi o wszystkim, czego nie mogę tak po prostu zostawić za sobą.
Śmierć.
Moja pamięć wciąż sprawia mi psikusy. Przypominają mi się wydarzenia, twarze, zachowania, słowa...
Chyba już nie zdziwią mnie wyzwiska rzucane w moją stronę. Słyszałam chyba wszystkie. Z tego wszystkiego pozostał strach przed krzykiem.
I choć wydaje mi się że jestem dalej niż myślę, to już wiem, że utknęłam w miejscu. Złudne jest to poruszanie się naprzód. Wydarzenia, przeżyte doświadczenia, mijające dni, miesiące, lata... Mam ich sporo, a jednak czasami wyziera ze mnie para dziecięcych oczu.
Jakby tamten czas stał wciąż w miejscu.
I nie możesz się z niego wydostać.
Popełniam wobec siebie oszustwo myśląc, że później będzie lepiej.
Nie będzie.
Będzie co najwyżej inaczej, choć nie oznacza to, że będzie źle, bądź jeszcze gorzej.
Myśli znów się snują. Płyną tak szybko i plączą się ze sobą, że trudno je składać w ciąg.
Myśli nieposkładane, niedomyślane, w pośpiechu zostawiane, w połowie powracane...
Czasem jest tak ciemno, że po omacku szukam smugi światła.
Czasem ciemność przenika Światło i nie pozwala mi zastygnąć.
Jest jakaś walka we mnie.
Żeby nie ociemnieć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)