sobota, 4 lutego 2012

Gdzieś obok nas...

Dokładnie tydzień temu zaczęłam czytać książkę (Stephen Chbosky - Charlie), którą pochłonęłam w kilka godzin. To co najbardziej poraża - to przejmujący obraz dorastania i poszukiwania drogi do siebie. Dwa ostatnie listy pisane do przyjaciela wyciągniętego gdzieś z książki adresowej dosłownie wcisnęły mnie w fotel.

Książka niełatwa, bo porusza sporo emocji. Wywołuje lawinę myśli jednym zdaniem, które w gąszczu opowieści nagle sprawia, że serce bije szybciej lub zamykasz książkę gwałtownie z zamysłem nie czytania jej dalej. 

Myślałam po tej lekturze o tym, że obok nas toczą się zwyczajne, ludzkie historie, zwyczajne życie urozmaicane różnymi epizodami. Kształtują nas doświadczenia i relacje. Nasza historia wplata się w historię innych ludzi i czasami mocno uświadamiasz sobie jak bardzo wszystko, co wydarza się w naszym życiu i co przez nie oddziałuje na innych - nie pozostaje obojętne. Właśnie dlatego stajemy się współodpowiedzialni za drugiego człowieka: za gesty wykonane w stosunku do niego, za wypowiedziane słowa, za okazaną dobroć, zrodzoną nagle miłość, rzucone kłamstwo, strach, różne formy ucieczki i tyle rzeczy, które z pozoru wydają się błahe.

Mam mały chaos w mojej głowie do dziś.
Bo świat dorastania - obojętnie w jakim czasie i miejscu - będzie zawsze taki sam.
Nie mówię tu o dragach, seksie i alkoholu.

Mówię o tym, że nie należy do łatwych.


środa, 1 lutego 2012

Braki....

Pod nogami skrzypiące pozostałości śniegu, para buchająca z kominów, ledwo dyszące samochody,  ruch dużo mniejszy niż normalnie, zakapturzone i opatulone postaci przemykające się ulicami...

Zimno.

I tylko niebieskie niebo i słońce rozlewające się promieniami po świecie utrzymują mnie przy nadziei na to, że istnieje cieplejszy świat.

Wracając z pracy myślałam o sercach skutych lodem. O nienawiściach, wzajemnych niechęciach, aferach, plotkach, złych słowach, braku porozumienia, cieszeniu się z cudzych upadków.

Mróz w sercu rodzi się z braków

Tam, gdzie brak dobra - rodzi się zło
Tam, gdzie brak światła - rodzi się ciemność
Tam, gdzie brak nadziei - rodzi się pustka
Tam, gdzie brak miłości - rodzi się samotność

Potrzebna nam perspektywa błękitnego nieba i promieni słońca w sercu, żeby mieć nadzieję na cieplejszy świat.


wtorek, 31 stycznia 2012

Zimno...


Zimno... Ale tak naprawdę.

Wiem, że to żadne odkrycie, kiedy za oknem -15 stopni, a w kalendarzu po prostu zima. Moja egzystencja reaguje na to zgodnie z jednym z praw fizyki - odwrotnie proporcjonalnie - im mniej stopni za oknem tym poziom mojego nieszczęścia wzrasta.
Zatęskniłam za odrobiną ciepła. Za lepszymi rękawiczkami, cieplejszą czapką, dobrym słowem. Jak dobrze, że jest malina z herbatą i koc.

Chyba urodziłam się z genem nie lubienia wszelkiego rodzaju zimna.
Zimno jest jak macka otaczająca z każdej strony i wciskająca się w każdy zakątek ciała.
Zimno na dworze, zimno w sercu, zimno w ręce, zimno w duszy, zimno wszędzie tam, gdzie na to pozwolę.  

Z zimnem jest jak z mgłą. Spowija cię wszędzie i wciska się w każdy zakątek. Tę na drodze przy zachowaniu ostrożności i odpowiednich świateł da się przeżyć, ale jeśli ma się mgłę w sercu - można nawet nie zauważyć, że się zbłądziło.

Ps. Wiem, że zbyt wcześnie na wielkopostne tory, ale właśnie teraz poświęcam trochę swojego czasu na naukę tego utworu. To zdecydowanie wprowadza mnie już na progi Wielkiego Postu. Żeby nie czuć się zbyt samotnie podrzucam Drogim Czytaczom fragment mojego zadania specjalnego z nadzieją, że się spodoba.

niedziela, 29 stycznia 2012

Gdziekolwiek będziesz...

Uff... 
Przenosiny zakończone. Zajęło mi to trochę klikania, kopiowania i przenoszenia, ale warto było. Za kilka dni zamknę starego bloga i będę już tylko tutaj.


Dawno tak nie odpoczywałam jak przez te dwa dni. Jest mi dobrze po spotkaniu długo oczekiwanym i zrozumieniu jeszcze większym.
A potem kolejne spotkanie, pachnąca kolacja i kolejne zrozumienie, niespodzianki i prosta radość, bo ktoś jest po prostu szczęśliwy.

I tak mi się przypomniała - zaśpiewała piosenka z dawnych czasów.
Piosenka o ludzkich relacjach.
Wszystko przemija. Jest w tym jakiś szczególny sens. Jakiś wyjątkowy smak życia, kiedy zostawia się za sobą kolejne dni, uczy rozumieć ludzi, cenić czas spędzony razem, nie szukać w nim tylko siebie, słuchać, cieszyć się drobiazgami, które sprawiają im radość i po prostu być. A ponad to mocując się z dniem dzisiejszym, dostrzegać jego drobiazgi i okruchy dobra, które ze sobą przynosi i nie liczyć samego tylko zysku czy zwycięstwa nad słabością innych.
W ostateczności i tak pozostaje z nas tylko pamięć, którą przykrywa kurz czasu.

Zapisałam dziś w pamięci chłopaka płaczącego w pociągu, książkę która sama się czytała w empikcafe, mroźne oczekiwanie na autobus linii 520, kawę wypitą przy akompaniamencie śmiesznych dowcipów pewnego szacownego profesora, zapachu świeżo upieczonych ciastek w cukierni, które same zapraszały żeby je zjeść. No i spotkania. Rozmowy. Dobroć i radość.

Takie chwile jak dziś odnawiają na nowo moje relacje z ludźmi samą sobą.

xxxxxxxxxx

Zawsze pamiętaj o tym, że możesz liczyć na przyjaźń silniejszą niż sztorm życiowy, miłość rozumiejącą i przygarniają w każdym doświadczeniu oraz na zaufanie mocniejsze niż rozczarowanie.

Zatem...
Gdziekolwiek będziesz, cokolwiek się stanie...
...zawsze znajdziesz miejsce przy moim stole.


środa, 25 stycznia 2012

Ciemność...

Byłam dziś w kinie na "W ciemności". Wyszłam z głową pełną myśli i obrazów. Muszę powiedzieć, że to nie jest film o wojnie, holokauście, Żydach, Polakach, Niemcach czy Ukraińcach. To niezwykły film o ludziach. Nie ma tu tylko złych i dobrych. Są różne oblicza i różne skale szarości. Są prostacy i wykształceni, są pieniądze i honor, jest rodząca się odpowiedzialność i trudna przyjaźń. Jest też dramat, zdrada, miłość, nadzieja i jej brak. Jest utrata wiary i jej poszukiwanie. Jest strata przyjaciela, ból i odwet.

Poruszamy się w autentycznych ciemnościach. Światło jeśli już jest - to jest komfortem. Nic nie jest przejaskrawione i nadęte. Nie ma hollywoodzkiego zakończenia. Dobrzy nie otrzymują swej nagrody, a źli swojej kary.

Jest za to sama istota życia. Jest człowiek, który przeżywa życie w traumie i w najgorszych warunkach jakie mogą istnieć. Ale jest też w tym miłość.

Film daje do myślenia. Mówi o tym, że jesteśmy tacy jacy jesteśmy, i że przytrafia się nam to, co się przytrafia, a nie to, na co zasługujemy.

Ps. I znów coś na dobranoc, bo muzyka jest czasami jak powietrze do oddychania.


Scars on 45 - Hearts on fire