sobota, 18 czerwca 2011

Głowa pusta

Lubię piątkowe wieczory. Jakimś cudem czas płynie wolniej. Myśli same się mniej myślą. Życie się ucisza. Zostawiam za sobą tydzień, mimo, że w weekend będę pracować.

Chciałabym napisać coś mądrego, pouczającego, wartościowego… Ale głowa odmawia mi posłuszeństwa. Zostawiłam za sobą hałas, ciągi informacji, emocje. Pływam gdzieś w muzycznych przestworzach próbując napisać coś co miałoby ręce i nogi.

Może dam sobie spokój. Poprzebywam trochę w bezmyślnych przestworzach i spróbuję nabrać sił do sobotniego poranka.

Chciałabym obudzić się jutro i mieć w głowie jasność. Jasność tego jak mam postąpić i się zachować.
Chciałabym dostać jutro swój cud na który nie zasługuję, ale bardzo potrzebuję.
Chciałabym pobujać w przestworzach prostej radości i ufać jak jeszcze rok temu.

Chciałabym.

Wiem, ze na pewno dostanę jutro swój zapach porannej kawy i kilka chwil ciszy, żeby wessać w płuca powietrze i na przekór wszystkiemu ruszyć znowu w swoją dal.

środa, 15 czerwca 2011

Przywróc mi Panie...

...siłę zamyśleń skupionych
gdzie mimo trwóg świadomość –
ręce są jak dzwony
poważne, morzem brzmiące, a światem serdeczne,

co choć w nim, to ponad nim blaskiem – ostateczne.

KK Baczyński

Dziwnie często towarzyszy mi ta myśl.

Tak bardzo tęsknię za licealnymi czasami. Za tą niezwykłą świeżością poszukiwania wiary. To było czyste i ożywcze. Nawet błędy wyglądały wtedy inaczej. Dziś – z perspektywy czasu – wiem że bardzo odeszłam od tamtej świeżości wiary. Kiedyś było we mnie tyle zachwytu i kontemplacji. Chodzenia dłuższą drogą na uczelnię, żeby tylko wstapić na prostą modlitwę. Pobyć w ciszy. Znaleźć się w sercu Boga.

Dziś jestem rozdarta.
Pomiędzy tym czego doświadczyłam, a pomiędzy tym wszystkim co jest we mnie brakiem. Błądzę nie umiejąc odróżnić rozmaitych cieni przemykajacych się przez życie.
Brakuje mi prostej mądrości, której więcej bylo we mnie kiedyś niż dziś.

Doświadczyłam ogromu Bożej miłości. Tego nie da się niczym ogarnąć i opowiedzieć. To się wie głęboko w sercu i ma się tę pewność. Każdy strzępek mojego doświadczenia, każda przygoda, każde wydarzenie zawierało w sobie Bożą rękę. Dziś to wiem. I jeżeli komukolwiek mogę dziś wierzyć i ufać – to własnie Jemu.
Ale moje całe jestestwo jest głęboko zranione. Moja rana nie pozwala mi normalnie egzystować. Przyjmować oczywistości działania Boga. Nawet modlić się.

Przez te lata nie zdołała się zagoić moja rana, która czasami milczy, a czasami krzyczy.

I pozostaje niemożność, niemiłość, niedomaganie, niezaufanie.

Tak bardzo pragnę powrócić na tamten brzeg, przy którym spotkałam rozdającego rybę i łamiącego chleb Boga.

Mój kark jest twardy, dusza harda, a serce popękane.

wtorek, 14 czerwca 2011

Port przyjaźni

Pamięć wciąż robi mi psikusy. Czytam książkę i nagle staje mi przed oczami obraz sprzed półtorej roku. Jest realny i żywy jak wówczas. Towarzyszą mi te same uczucia. Ten spokój rozlewający się w całym ciele – jakbym nagle przybiła do portu. Jakbym znalazła swoje miejsce i swój dom.

To dziwne – ile mogą zrobić cudze ramiona, które przygarniają w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Kiedy nie spodziewasz się niczego więcej niż tylko koleżeńskie "będzie dobrze". Dostajesz nagle swój ósmy cud świata i myślisz, żeby ta chwila trwała wieki. Żeby się nigdy nie skończyła. Chcesz tak pozostać do końca świata i jeszcze dłużej potem.

Nie ma nic lepszego niż akceptujące ramiona, które mówią ci więcej niż najlepsze na ziemi słowa.

Właśnie dlatego lubię z Tobą milczeć mój przyjacielu, bo nie umiem ubrać siebie w słowa. Cokolwiek wyszłoby z moich ust byłoby marnym odzwierciedleniem tego co chcę powiedzieć naprawdę. Wolę jak mnie przytulasz i wolę Ciebie przytulić. Wtedy wszystko staje się jasne i każdy z nas znajduje swój port i swoje miejsce.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Witaj w moim świecie

"Witaj w moim domu, przyjacielu
Szukałeś dróg, wciąż gnałeś gdzieś po świecie
By ot tak na wszystkie swe pytania
Odpowiedź znaleźć dziś w naszej rozmowie

Gdy nadejdą gorsze dni
Razem łatwiej je przetrzymać
Nucąc melodię co wnet największą z trosk
W pogodną zmieni myśl
Gdy będziesz przy mnie obok"

Edyta Bartosiewicz

niedziela, 12 czerwca 2011

Chodzenie po ziemi

Wciąż myślę o zdradach, mąceniu, krzywdzie…
Próbuję z całych sił się zbierać w sobie i iść dalej. Przyznam, że słabo sobie radzę. Jest mi po ludzku ciężko.

Zastanawiam się po co to człowiekowi? To nieustanne dążenie do udowodnienia innym, że są gorsi, szukanie dziur w całym, interpretowanie zachowania na swoją modłę.
Czyż nie oceniamy innych przez swój pryzmat? Złodziej będzie we wszystkich widział złodzieja. Jeśli ktoś mąci między ludźmi – będzie uważał że wszyscy tak robią.
Czy można spojrzeć na człowieka nie przez "swój" często pokręcony sposób myślenia?
Czasami kłamię – ale to nie oznacza, że wszyscy tak robią.
Czasami mam dość i padam na przysłowiowy pysk – ale robię to po swojemu. Ktoś inny padając na pysk – pada na swój sposób. Jesteśmy podobni – ale nie tacy sami, bo posiadamy różny bagaż doświadczenia. Możemy się nim dzielić i rozumieć, ale nigdy nie będzie takich samych ścieżek do pokonania.

Nigdy bym nie pomyślała, że jeśli patrzę na swoją komórkę – to oglądam fiuta jakiegoś faceta. A właśnie niedawno się dowiedziałam, że cyt: "patrzyła na tę komórę jakby jego fiuta w niej wypatrzeć chciała".

Nie wiem czy się śmiać czy płakać.

Odkrywam celowość działania – bycie jednocześnie w kontrze przeciw wszystkim i udawanie koleżanki ze wszystkimi. Ileż strasznych masek trzeba ze sobą nosić! Ileż trzeba udawać!
Gdybym umiała interpretować zachowanie innych ludzi z mrugania powieką – zarabiałabym mnóstwo kasy.

Niepojęte.

To straszne tak marnie wieść swoje życie, żeby czuć potrzebę zajęcia się cudzym z jak najgorszej – i przekłamanej strony.